Drużyna NCM-POLONIA odnotowała kolejny nadzwyczaj udany
występ w turnieju piłki FUTSAL.
Tym razem los nas rzucił na ziemię Sagami, gdzie w sąsiedztwie pól
warzywnych prawdziwej japońskiej "inaka" w klubie "Green Court Sagami"
zmierzyliśmy się z kilkunastoma zespołami japońskimi.
Grając w bardzo okrojonym składzie (tylko 5-ciu zawodników) rozpoczęliśmy
od wysokiego "C" rzucając się niczym polska husaria na przeciwnika, który
najwyraźniej spodziwewał sie "babskiego" futbolu ze strony NCM-POLONIA.
Nic z tych rzeczy!

Zepchnięci do głębokiej defensywy zespół FC HAMA właściwie już po kilku
minutach, przegrywając 0:3 rzucił ręcznik na zielony dywan. Mecz zakończył
się naszą wygraną 5:0 a hat-trickiem popisał się Arek Strycharki. Pozostałe
bramki strzelili Jacek Szubiński oraz występujący pierwszy raz w naszych
szeregach Andrea Barbieri z Florencji. Nic dodać nic ująć. Pokaz siły,
zaangażowania oraz tłamszenia przeciwnika w tylko nam znajomy sposób.
Mając 3 punkty po pierwszym spotkaniu, w drugim do awansu z grupy na
pierwszym miejscu potrzebny był nam tylko remis z zespołem o dziwniej nazwie
"UMASUPA".
I tak też się stało. Oszczędzajac siły na kolejne spotkania po bramce
Jacka Szubińskiego zremisowaliśmy 1:1 i pierwsze miejsce było nasze.
W cwierćfinale czekała na nas silna drużyna o bardzo wdzięcznie brzmiącej
nazwie "BIANCO".
Zagralismy fenomenalnie taktycznie, strzelając bramkę (ponownie Jacek
Szubiński)
na początku spotkania by później umiejętnie się bronić, dowożąc bardzo
korzystny dla nas wynik do końca.
Kolejną przeszkodą (tym razem nie do przejścia) była drużyna "HASEGAWA
KYOKO FC"
- późniejszy triumfator całego turnieju. Przegraliśmy 2:5, ale to co
przeciwnicy ucierpieli fizycznie to już nasze. Był to naprawdę bardzo ostry
mecz, w którym trzeszczały kości, łokcie były używane cześciej niż nogi
a mięsnie odmawiały posłuszeństwa nawet w bezruchu.
Tę walkę przypłaciliśmy urazami (Arek Strycharski oraz Andrea Barbieri)
ale przecież takowe ryzyko jest zawsze wliczone w zabawę na poważnie.
Dwie bramki dla NCM-POLONIA strzelił ponownie nasz wyborowy snajper
Jacek Szubiński.
Pozostał nam jeszcze do rozegrania mecz o 3 miejsce.
Po remisie w regulaminowym czasie gry z zespołem ODAKINKOJO 2:2 (bramki
Jacek Szubiński oraz występujący w polu nasz etatowy bramkarz Piotr Janowiak)
przegraliśmy w serii rzutach karnych i ostatecznie zajęliśmy 4 miejsce.
Sukces. Tak trzymać. Mamy zespół!
W bramce niezawodny Potr Janowiak, w obronie doswiadczony i agresywny
Arek Strycharski. W pomocy umiejętnie rozdzielający piłki, bajeczny technik
Andrea Barbieri oraz nasza szpica: Supersnajper Jacek Szubiński oraz waleczny
i szybki Arek Tyszko. Mamy również kibiców, którzy tak dzielnie stawiają
się na kolejne turnieje i nie szczędząc gardeł dopingują nasz team. Mamy
w końcu sponsora, który uwierzył w nas, nasze chęci i zapał do gry.
Czego nie mamy? Właściwie tylko większej liczby zawodników, tak niezbędnej
do osiagania dobrych wyników. I to właściwie wszystko.
Po udanym występie w niedzielnym turnieju zostaliśmy zaproszeni przez
organizatorów do wzięcia udziału w kolejnych rozgrywkach w marcu. Pomimo
wielu zaproszeń z różnych stron regionu Kanto nie wykluczamy możliwości
ponownego zawitania w gościnne progi Green Court Sagami.
Gramy, gramy i co? WYGRAMY.
Tekst Arek Strycharski
Zdjęcia Jacek Kostrzewski |